niedziela, 1 lutego 2015

"Fly me to the moon", czyli Międzyplanetarne Targi Ślubne

Wychodzę za mąż we wrześniu. Zaręczyliśmy się 5.09.2013, pobierzemy się 4.09.2015. Przygotowania są na dość zaawansowanym etapie. Otóż:

1. Znalazłam męża i jest on wielce super,
2. Wybraliśmy wspólnie motyw przewodni i brzmi on "chill out, bro!". Żadnej spinki i napinki. Żadnego zadęcia, sztuczności i tzw. "cipca ślubnego".

Cipiec ślubny to bardzo powszechna choroba, sprytnie nakręcana przez media i sektor usług. Są w stanie wmówić ci, że serwetki oraz słomki do picia są kwestią KLUCZOWĄ dla zawarcia małżeństwa. Podobnie krój poduszeczki pod obrączki. Oraz fontanna czekoladowa, fotobudka, odcień herbacianych róż do dekoracji, sceneria sesji zdjęciowej i tort. Koniecznie trzypiętrowy. I cała masa innych rzeczy, o których nawet mi się nie śniło. My postanowiliśmy przede wszystkim nie robić nic przeciwko sobie i tym bardziej nic przeciwko estetyce i zdrowemu rozsądkowi. W związku z tym:

- bierzemy wyłącznie ślub cywilny, w siedzibie USC
- świadkami będą moja siostra i kuzyn Lubego
- nie robimy wesela (bo nie znosimy wesel, obydwoje), robimy małe przyjęcie z obiadem dla rodziny i najbliższych
- nie będzie wielkiej sukni, welonu, bukietu, tortu, powitania chlebem i solą, sesji ślubnej, specjalnego pojazdu ślubnego z numerami rejestracyjnymi zakrytymi napisem NOWOŻEŃCY, pierwszego tańca i wielu innych rzeczy; robimy też wszystko, żeby NIE BYŁO KICZU, a jest to bardzo, ale to bardzo trudne zadanie w warunkach polskich

Oczywiście nie mam nic przeciwko wielkim sukniom, weselom i sesjom ani tym bardziej przeciwko ludziom, którzy tego wszystkiego chcą. Tyle że my po prostu nie chcemy. Głównie dlatego, że ślub i wesele otacza koszmarny CIPIEC ŚLUBNY, kicz, tandeta i ceny wywindowane w kosmos. Z tego kiczu to nawet mamy wiele zabawy. Ja na przykład lubię opowiadać, że będę mieć wielką suknię "księżniczkę" z masą tiulu, koronek i perełek, rękawiczki bez palców, zahaczone tylko o palec środkowy, białe buty z cyrkoniami, bolerko obrębione perełkami oraz wielkiego koka, w którego wepnę welon i białe różyczki, a po bokach głowy będę miała dwa sztywne, sprasowane lokówką na ostateczność "swobodne loczki, które niesfornie uciekły z koczka", zalane litrem lakieru do włosów. A także, obowiązkowo, toporny french manicure z cyrkoniami i "delikatny" makijaż ślubny, który widać z kilometra. I że będę kroić wielki, biały, ustrojony tort z figurką młodej pary na szczycie trzymając nóż wspólnie z Jankiem. A potem będziemy się tym tortem karmić. I całować na każde gromkie "gorzko, gorzko". I w związku z tym znalezienie czegokolwiek związanego ze ślubem, co zarazem nie byłoby kiczowate, jest naprawdę trudne. Mimo to jednak postanowiliśmy wybrać się na Międzyplanetarne Targi Ślubne. Ta nazwa jest AUTENTYCZNA. Nie zmyśliłam jej złośliwie. Postanowiliśmy się wybrać w nadziei, że znajdziemy firmę robiącą ładne, eleganckie zaproszenia, firmę szyjącą proste sukienki oraz fotografa i być może coś na głowę dla mnie. Wiedzieliśmy, na co się piszemy. Że mają być występy zespołów. Na stronie wydarzenia widziałam zdjęcia przedstawiające "januszów muzyki biesiadnej" - łososiowe koszule z krótkim rękawem, identyczne krawaty, wiek mocno średni, przynajmniej jeden ma na imię Mieczysław albo Waldemar i będą grali "daj mi tę noc, tę jedną noc". Że będą suknie-bezy, wielkie torty i narzeczone z obłędem w oku ganiające od stoiska do stoiska. I producenci wielu rzeczy, o których byśmy nie pomyśleli. Z targów wynieśliśmy niewiele, ale postanowiłam przyznać subiektywne nagrody w rozmaitych kategoriach.

I. Mistrz konkretu i świadomego konsumenctwa

Nagrodę przyznaję mojemu narzeczonemu Jankowi, który ze stoickim spokojem maszerował między stoiskami. Przyznaję ją za rozmowę z panem projektującym i drukującym zaproszenia, którego oferta przypadła nam do gustu. Poniżej rozmowa:
Sprzedawca: To, co państwo tu widzicie, to tylko propozycje spośród tych, jakie zrobiliśmy do tej pory. Wzory można modyfikować, łączyć, przerabiać, możemy zaprojektować też nowe wzory...
Janek: Czy może mi Pan pokazać najbardziej minimalistyczne zaproszenie, jakie Pan zaprojektował?
Sprzedawca (podając trzy różne zaproszenia): To trzy najbardziej minimalistyczne, jakie mam tutaj, ale w firmie mamy jeszcze inne...
Janek (oglądając): To jest za bardzo złote. To nie. Ale to jest bardzo ładne. Jest proste. Dobrze, poproszę wizytówkę firmy, skontaktujemy się. Dziękujemy Panu, do widzenia!

II. Mistrzyni marketingu

Nagrodę przyznaję pani ze stoiska z sukniami ślubnymi, na które patrzyłam bez przekonania. Dialog:
Sprzedawczyni: Może chce pani nasz katalog?
Ja: A macie państwo w ofercie krótkie i proste sukienki?
Sprzedawczyni: Modele są oczywiście dopasowywane, a pani jest drobniutka, więc sukienka na pewno będzie krótsza, niż te, które pani tu widzi...
Ja: Ale ja pytam, czy mają państwo sukienki krótkie, np. takie "w kolanko"?
Sprzedawczyni: No nie... Ale zawsze można skrócić... Tyle że one wtedy stracą nieco fason. Ale skrócić można! W kolanko, nad kolanko albo i krótsze! Tylko nie gwarantuję, że sukienka będzie się wtedy dobrze układać... Staramy się spełnić wszystkie marzenia klientek!

III. Mistrz dziwnych obiektów

Bezapelacyjnie wygrywa pan od świec wodnych. Świece wodne to duży zbiornik, w którym pływa coś bezdennie brzydkiego, np. plastikowa róża, puszka piwa "Tatra" (serio!) albo figurka przedstawiająca młodą parę, a na tym wszystkim płomyczki. Voila!

IV. Mistrzyni obłędu

Tytuł przyznaję niejakiej Ani, której nie widziałam, ale słyszałam jej narzeczonego. Który bardzo żałościwym tonem krzyczał za wybranką, znikającą w tłumie przy stoisku z obrączkami: "Aniu, ale przecież obrączki już mamy!".

V. Mistrzyni szaleństwa cenowego

Tytuł pragnę przyznać autorce jedynej sukni, która, po drobnych przeróbkach, byłaby idealna dla mnie. Prosta, biała, bez żadnych ozdób. Tylko skrócić. Zapytałyśmy o cenę.
Autorka sukni: Ach, ta suknia powstała dwa dni temu, nie ma jeszcze ceny... Ale jest taka prosta, więc nie będzie droga. Do 2 500 zł.
Ja rozumiem, że wielka "księżniczka" z ogromną ilością tiulów, haftów i aplikacji, wykonana z wysokiej jakości materiałów może kosztować kilka ładnych tysięcy. Bo projekt, materiały drogie, w końcu sama robocizna. Ale na boga, sukienka z dość przeciętnego materiału, bardzo prosta i 2 500 zł?! Obserwacja: jeśli do opisu białej sukienki dodasz przymiotnik "ślubna", spokojnie możesz podnieść jej cenę o 2000 zł.

VI. Retorka roku

Tytuł retorki roku, a nawet retorki wszechczasów pragnę przyznać pewnej narzeczonej, która wraz z przyszłym mężem brała udział w jednym z konkursów. Nie wiem, co można było wygrać (z opisu imprezy wynikało, że do wygrania będą suknie, obrączki itd.), ale sam konkurs polegał na tym, żeby jak najpiękniej wyznać wybrankowi/wybrance uczucia. A publiczność za pomocą oklasków wybierze, które wyznania podobają jej się najbardziej, a do zwycięskiej pary gruchających gołąbków polecą cenne fanty. Oto, co usłyszeliśmy ze sceny (dykcja - FA-TAL-NA, niech lepiej poćwiczy przed ślubem, bo marnie widzę przysięgę):
Ona: Rafale... Kocham cię, bo jesteś dobry. Jesteś po prostu dobrym człowiekiem. A to, co dobre, jest czyste. Jest prawdziwe. Jest piękne. A ty jesteś najlepszy. Bo jesteś dobry. Bardzo dobry. Kocham cię!

Drogi Czytelniku, jeśli do tej pory nie wiedziałeś, po co ludzkości poezja, to już wiesz. Czasami lepiej nie myśleć samemu, tylko skorzystać z pracy profesjonalistów. Nie polecam tylko metody z popularnej piosenki, tj. "Kto Tuwima wiersz przepisał, jako własny tobie wysłał, kto, no powiedz kto?", bo można niechcący wysłać to polonistce, ona się zorientuje i klops.


I na koniec: jaki sens ma bycie "księżniczką" na ten jeden, wyjątkowy dzień, wielka suknia, cyrkonie, cyrki i cykorie, hafty, tafty i upięcia, jeśli wraz z ukochanym mieszka się na 37 m2 w gomułkowskim bloku i biega w dżinsach z wyprzedaży?

"Międzyplanetarne" to była dobra nazwa dla tych targów. Były nie z tej Ziemi. Kosmiczne. I z innej galaktyki. Albo to ja jestem z innej galaktyki. I jako że przygotowuję się do ślubu, wątek cipca ślubnego i rozmaitych ślubnych zabaw, kiczów i dziwnych sytuacji na pewno jeszcze powróci. Miłość boli. Głównie w zęby, jak się patrzy na białe róże z niby-satyny w towarzystwie niby-cyrkoni. Na białych butach ślubnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz