Jak zapewne Czytelnikom już wiadomo, jestem z wykształcenia polonistką, doktorantką Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej. Więc, jak mawia prof. K., "moim zawodem jest Polska", w całej rozkosznej dwuznaczności tego stwierdzenia. Niezmiennie fascynuje mnie fenomen disco polo. I choć nie mam żadnych kompetencji, żeby wypowiadać się o disco polo z perspektywy muzykologicznej, niemalże żadnych, żeby wypowiadać się z perspektywy folkloroznawczej czy socjologicznej, zaryzykuję dziś podzielenie się kilkoma moimi obserwacjami i fascynacjami. Będzie też sporo o tekstach, rymach i potędze Matki Filologii i córy jej, Poetyki Opisowej. Kto ciekaw, niech czyta dalej.
Otóż disco polo wróciło do łask. Z mojego okresu licealno-osiemnastkowego pamiętam, że disco polo owszem, bywało na imprezach, ale raczej, jak to mawia młodzież, "dla beki". Czy, jak mawiają hipsterzy, ironicznie. Poleciało jakieś "Jesteś szalona", tłum ruszał w tany, ale wiadomo było, że to tak trochę z przymrużeniem oka. No nie na serio przecież. A przynajmniej nie w moim środowisku, na które składali się głównie uczniowie "elitarnych" i "prestiżowych" liceów katowickich - każdy oczywiście przekonany o supremacji już to Mickiewicza, już to Kopernika, już to Konopnickiej. A teraz disco polo wróciło do łask otwarcie i przeżywa szalony renesans w klubach. Tak przynajmniej donosi mój szpieg w krainie clubbingu, Siostra Ma Anna. I to właśnie Siostra Ma Anna podrzuciła mi arcydzieło w postaci utworu "Ona czuje we mnie piniądz" zespołu Łobuzy. Obejrzenie tego teledysku będzie konieczne do dalszej lektury tego wpisu, więc obejrzyjcie "Ona czuje we mnie piniądz" i wróćcie do lektury.
Obejrzałam to i spłakałam się ze śmiechu, rozpoznając utwór jako parodię. Podzieliłam się moją refleksją z Anią, która powiedziała, że to nie jest parodia. Bo na imprezach to leci i ludzie tańczą do tego i słuchają całkiem na serio, jak każdego innego disco polo w rodzaju "Słodka kotka" czy "Ruda tańczy jak szalona". Zaczęłam więc śledztwo i udało mi się ustalić, że zespół Łobuzy nagrał tylko jeden utwór, ale za to znaleźli się na liście hitów radia VOX, specjalizującego się w disco polo. I że zespół składa się z muzyków Eweliny Lisowskiej (tej, co włączała niskie ceny w Media Expert) i Dawida Kwiatkowskiego. Jak ustaliło moje dalsze śledztwo, Lisowska i Kwiatkowski to gwiazdki muzyki pop, ale nie disco polo. Zaczęłam więc, jak Matka Filologia i córa jej Poetyka Opisowa nakazują, szukać wyznaczników tekstowych - bo autorskie już mamy, Łobuzy to nie zespół sceny disco polo, zresztą, co to za pseudonimy: Discomił, DJ Yalla i DJ Yolo, a żart profesjonalnych muzyków. Doceniam natomiast pseudonim Discomił: jest kwintesencją disco polo, z przedrostkiem disco i końcówką -mił, charakterystyczną dla słowiańskich imion. Perfekcyjny w tym kontekście. Jak całe disco polo, jest wypadkową naszego przaśno-siermiężno-pszenno-buraczanego folkloru wiejsko-miejskiego i naszych wyobrażeń o zachodnim clubbingu i zabawie. Jak mawia mój znajomy ze studiów, Polska jest Radomiem Europy. A jeśli chodzi o wyznaczniki tekstowe, to jest nim przede wszystkim tytułowy "piniądz", zwrot tyleż gwarowy, co kolokwialny. W zwrotkach pojawiają się charakterystyczne dla disco polo rymy dokładne, często gramatyczne, np. dyla - krokodyla, błyszczy - zapiszczy, skanuję - obserwuje itd. Por. z rymami "szalona - ona", "lalę - wspaniałe", "kotka - słodka - fotka - frotka - toto lotka" (źródła: "Ruda tańczy jak szalona" oraz "Słodka kotka", absolutny majstersztyk). Jednak to, co wybija się w tej strukturze, to niezwykle pomysłowy, refrenowy i często powtarzający się rym "piniądz - Beyonce", wypowiadany jako "bijons". To mój koronny dowód na to, że utwór ten jest parodystyczny. Zrymować kolokwializm z niepoprawnie wymawianym imieniem gwiazdy pop w sposób niedokładny - no sorry, to przewyższa możliwości piewców słodkich kotek. Dodatkowo mamy sygnały w teledysku: dmuchany krokodyl, przebijające symbole dolarów oraz sam gwarowy "piniądz", pokazujący dystans autora do opisywanej w tekście sytuacji - podrywu w dyskotece. Ponadto, kaman, szota jej funduje i po tym czuć ten "piniądz"?! Litości... Jakby modżajto jakieś, to ja rozumiem, ale szota?! To, jak mawiają miłośnicy anglicyzmów, "opcja budżetowa". Jako że utwór został wypuszczony w lipcu i, jak deklarują ironicznie autorzy, klip został nakręcony w Dubaju - o czym mają świadczyć stroje "na szejków", ostrze satyry zostało wycelowane w "dubajskie modelki" - pośród dziewczyn oddających się szejkom za grube miliony miały być ponoć także polskie gwiazdki (można o tym poczytać tu, na ile to jest prawdziwe - nikt nie wie...).
Inna sprawa, że ta parodia (a raczej - pastisz) została odczytana poza kontekstem parodystycznym i znalazła się na listach przebojów disco polo. Nie pierwszyzna to - parodiujący boysbandy utwór T.Love "Chłopaki nie płaczą", choć jest bardziej czytelny jako parodia, jest bodaj najpopularniejszą piosenką T.Love, poza "Warszawą", a z kolei "Trzepała Zośka dywan" jednym z hitów Kukiza i Piersi (i nie mógł przy parodiowaniu radiowych hitów pozostać...?).
Polonistyka jest królową - gdzie indziej nauczyłabym się tyle o rymach i mogła to wykorzystać do słuchania disco polo?! A samo disco polo jest czymś rdzennie polskim na bardzo głębokich pokładach. Nie ma się czego wstydzić - więc bez zgrywania się, kochani, i następnym razem jak usłyszycie "Jesteś szalona", to nie wybrzydzać, nie marudzić, nie udawać, że wolimy jakieś dark electro, tylko ruszyć w tany, bo to niemalże patriotyczny obowiązek. Nie prześnijmy kolejnej rewolucji - rewolucji disco polo(nistyki)!
Świetny wpis, tego właśnie szukałam. :)
OdpowiedzUsuńpozdrawia - również studentka (III roku Polonistyki) - Kasia S. ;)
Przyjrzę się dokładniej temu blogowi.