Nie, to nie jest notka polityczna. To nie będzie komentarz dotyczący rządu, choć tytuł mógłby sugerować coś wprost odwrotnego. To będzie wpis o innych niewłaściwych ludziach na niewłaściwych miejscach. Oczywiście, zawsze można napisać o stanowczych przeciwnikach antykoncepcji i współżycia przed/pozamałżeńskiego wśród ginekologów, którzy powinni zajmować się czymś, nomen omen, zgoła innym, niż sumienie pacjentki i jej życiowe wybory. Albo o dziennikarzach z bożej łaski, którzy nie potrafią napisać akapitu poprawną polszczyzną. O wszystkich wujkach Mietkach, zawołanych trenerach kadry narodowej w dowolnej dyscyplinie, ekspertach od podatków, polityki, a ostatnio także od Trybunału Konstytucyjnego. Ogólnie rzecz biorąc - otacza nas olbrzymia masa ludzi, którzy uwielbiają wypowiadać się na temat, na którym się kompletnie nie znają. Co więcej, są to ludzie wysoce przekonani o własnej kompetencji. Niezachwiani w swoich sądach. Największe ich stężenie na metr kwadratowy występuje na międzywydziałowych indywidualnych studiach humanistycznych oraz w mediach.
Otóż piszę zainspirowana newsem z Pudelka, który to portal jest dla mnie bardzo często źródłem wszelkiej inspiracji. Wypowiedziała się tam o hejcie, który jest problemem poważnym, bo ofiary wpadają w depresję oraz w skrajnych przypadkach wieszają się na skakankach, pewna domniemana hejtu ofiara. Edyta Pazura nie zamierza się wieszać na skakance, ale błyskotliwie diagnozuje problem hejtu w Internecie, jakiego regularnie pada ofiarą. Pozwolą Państwo, że przytoczę:
Za bardzo wpuściliśmy ludzi do świata mediów.
Jednak po to te programy tworzą dziennikarze i wydawcy są za to
odpowiedzialni, żeby ludzie, którzy się na tym nie znają, nie wchodzili
do świata mediów. A za bardzo jednak gdzieś ich wpuściliśmy, przez to dając im anonimowość i możliwość wypowiedzenia się na tematy, na których się nie znają.
Źródło: klik
Sekunduje jej inna ofiara własnego buractwa i przekonania o supremacji w Europie, Jarosław Kuźniar:
Zaczęło się jakieś siedem-dziewięć lat temu i ma związek z marketingiem mediów - narzekał w wywiadzie. Zaczęło się od listów i mejli do redakcji. A potem same redakcje zaczęły zachęcać i się otwierać: "Piszcie, mówcie, dotykajcie nas".
Rozwinął się Facebook, a my dalej prosiliśmy: "Chcemy być jeszcze
bliżej Was, współredagujcie nas, głosujcie, co myślicie, zróbmy sondaż w
każdej sprawie". Nie spodziewaliśmy się, że to może być zły dotyk. Zakładaliśmy, że mówimy do ludzi rozsądnych...
Źródło: klik
Niesamowite, prawda? Celebrytka znana z tego, że wyszła za aktora komediowego i teraz wypowiada się na każdy dowolny temat - historycznych zaszłości polsko-ukraińskich, gotowania, wychowania dzieci, pigułki blokującej owulację, pracy menadżerki i organizowania iwentów oraz talentu jej małżonka - twierdzi, że do mediów wpuszczono niewłaściwe osoby, które wypowiadają się na tematy, które są im więcej, niż obce i winę za to ponoszą dziennikarze i wydawcy. Cóż za przenikliwa analiza własnej sytuacji! No i ten podmiot zbiorowy: "za bardzo wpuściliśmy". My, elita. My, ludzie mediów. My, kreatorzy przestrzeni społecznej dyskusji. Bez udziału społeczeństwa. Bo to my, w tym Edyta Pazura, śniadaniowa ekspertka od wszystkiego, się znamy i wiemy. No, klasyczna, by nie rzec - romantyczna sytuacja: "Dziewczyna duby smalone bredzi, / A gmin rozumowi bluźni". Edyta Pazura jest mądrzejsza od przeciętnego obywatela, więc ona mówi, a obywatel słucha. A jak obywatel się ośmieli powiedzieć, że pani Edyta nie ma pojęcia, o czym mówi, to panią Edytę hejtuje, bo jest bydłem, któremu niepotrzebnie dano klawiaturę i stałe łącze w atrakcyjnej cenie. Podobnie Kuźniar. Niestety, opcja wpisywania komentarzy pogrążyła chyba jego dobre samopoczucie.
Żeby była pełna jasność: ludzie w Internecie nad wyraz często komentują, dając wyraz swojemu zdziczeniu i niekompetencji. Jak w którymś filmiku powiedział Krzysztof Gonciarz, korzystanie z Internetu z opanowaniem podstawowych prawideł retoryki to męka i krwawe łzy. Nie wiem, jak z Internetu korzysta kadra Zakładu Literatury Baroku i Dawnej Książki, która nauczała mnie podstawowych prawideł retoryki, ale podejrzewam, że przy czytaniu komentarzy w Internecie prof. B. robi jeszcze smutniejsze i bardziej zawiedzione miny niż wtedy, kiedy usiłowaliśmy wymyślić poprawny sylogizm dwurożny. Z ludzi w Internecie wychodzi najgorsze zwierzę, to prawda. Ale podział na "my - elita, co wie i się zna" i "niekompetentnych, dzikich hejterów po drugiej stronie" nie obrazuje złożoności sytuacji. Bo niekompetentni kretyni zaskakująco często otrzymują czas antenowy, nieadekwatne gaże i poczucie, że są elitą...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz