W nawiązaniu do poprzedniej notki, o mądrościach Internetów i o "25 latach wolności" będzie tym razem. A zainspirowała mnie galeria zdjęć i "mundrości" z onetu. Dosłownie powaliła na kolana. Znalazłam ją 4.06. na jakimś zalajkowanym profilu na FB i ręce ostatecznie mi opadły, aby dyndać i powiewać.
Źródło: KLIK
Zaczyna się dość ciekawie. "CNN stworzył wyjątkowy raport, w którym zapytano internautów, za co kochają Polskę. W ten sposób powstało zestawienie 25 aspektów, które wyróżniają nasz kraj na arenie międzynarodowej". Oczywiście pojawiły się ukryte zamki, "natura nietknięta ręką człowieka" ze szczególnym uwzględnieniem Mazur, krakowski rynek i inne punkty obowiązkowe. Z ciekawostek to "zwyczaj picia kawy" (serio? Polska chyba nie jest najbardziej "kawowym" krajem w Europie... o świecie nie wspominając) i małe kawiarnie i kawiarenki (nanana...). W Polsce żyją starzy ludzie, którzy pamiętają okupację nazistowską, komunizm i teraz jeszcze pożyli sobie w wolnym kraju. Nie wiem, czy to aż takie wyjątkowe, bo ludzie nie są w Polsce chyba bardziej długowieczni niż w innych częściach Europy Środkowo-Wschodniej, ale niech tam, niech CNN będzie. "Fryderyk Chopin jest traktowany w Polsce niemal jak gwiazda rocka". Tak, sklepy z pamiątkami są przysypane szopenami w każdej możliwej odsłonie, a to głównie dla turystów i to głównie japońskich. Z tej wielkiej miłości do Chopina w narodzie mamy tak okrojone kształcenie muzyczne w szkołach. Różnorodność kulturowa w Polsce została zilustrowana cmentarzem, co jest wyjątkowo trafne. I głównie się pisze o mieszkających niegdyś na terenie Polski grupach etnicznych, co "za Polskę ginęły". Oczywiście jest też "niespodziewane piękno", bo turyści nie spodziewają się, że kraj postkomunistyczny może wyglądać przyzwoicie. Bo wszędzie było tak, jak w Albanii, zrównać wszystko z ziemią i postawić od nowa, po socjalistycznemu. To przypomina mi gorzkie żale pewnego Amerykanina, który pracował w Polsce jako nauczyciel angielskiego, zatrudniony jak native speaker. Uczył w prywatnych szkołach i szkołach językowych. Był bardzo zawiedziony, bo czuł misję, żeby uczyć biedne, brudne dzieci na klepisku w lepiance, a trafił do dość przyzwoitych placówek oświatowych.
A teraz największe smaczki, czyli miasta. "Po dwóch wojnach światowych i latach komunizmu, mieszkańcom Polski udało się odbudować swoje zniszczone miasta i życie. Jest to godne podziwu". I zdjęcie Pałacu Kultury i Nauki w tle. Który, jak wiadomo, odbudował własnoręcznie Wałęsa. Z cegły, którą przywiózł z muru berlińskiego. W darze dla Polaków po ciężkich latach degeneracji w komunizmie. Nie chcę tu występować jako adwokat PRL-u, nie był to system idealny (a jakiś jest?), wiele rzeczy można było lepiej i inaczej (zresztą, co ja, smarkula mogę wiedzieć, skoro wtedy nie żyłam; w myśl tej zasady nie wypowiadajmy się w ogóle o życiu w dwudziestoleciu międzywojennym albo w XVI wieku, bo w ogóle wtedy nie żyliśmy), ale do ciężkiej cholery, Warszawa nie stała rozpiętolona do '89. Pałac Królewski nie został odbudowany w '93. No i będę bronić architektury realsocu - ja bym chętnie zamieszkała na Koszutce albo w Nowej Hucie, bo mi się one architektonicznie bardzo podobają. Zwłaszcza Nowa Huta. Wydaje mi się (nie wiem, nie znam się, nie jestem urbanistką), że takie zagospodarowanie przestrzeni do życia dla wielu ludzi jest o wiele szczęśliwsze, niż "osiedle z dużej płyty, co dzień staję jak wryty, jak można pobudować takie gówno, jak można pobudować, a potem nie panować nad tą zgrają, co ciągnie nosem równo", że tak Kazika zacytuję. I co do degeneracji w PRL-u - proszę to powiedzieć w twarz tym wszystkim chłopakom i dziewczynom ze wsi, którzy z niej wyjechali, pokończyli studia i dokonali społecznego awansu. Ja w mojej rodzinie jestem drugim pokoleniem, które skończy studia. Mój tata jest pierwszym magistrem w rodzinie, nikt z jego rodzeństwa studiów nie skończył. Moi dziadkowie to rolnicy. Z drugiej zaś strony, mama też jest pierwszą magistrą w swojej gałęzi rodziny. Moja babcia, krawcowa, i mój dziadek, tokarz, mogli sobie pozwolić na posłanie córki na studia nie pomimo, a dzięki temu, co im się udało osiągnąć w PRL. Jak chcemy się rozliczać, to bądźmy uczciwi. Moja prababcia odrabiała pańszczyznę. Jej wnuk skończył studia. Kto nie widzi tego skoku, niech jeszcze raz przeczyta poprzednie zdanie. Jak się chcemy rozliczać z PRL-em (a jest się z czym rozliczać), to zauważmy, że pomimo wszystko stało się jednak coś dobrego. O czym ci, którzy na tym systemie skorzystali, beztrosko zapomnieli. A CNN ostatecznie nie musi pamiętać. W końcu wszędzie było jak w Rosji stalinowskiej albo Rumunii. Bez różnicy.
Poznańska starówka jako typowe polskie miasto. Ja, natyrliś, polskie miasto, tak samo jak Breslau i Danzig, richtig polska architektura. To wszystko bardzo piękne miasta. Ale może nie wymazujmy z ich przeszłości Niemców, bo to doprawdy żałosne, że we Lwowie i Wilnie na każdym kroku cegła prapolska i dziedzictwo nasze kulturowe najświętsze, bo polskie, a Niemcy do swojej pamięci o miastach, w których mieszkali, praw nie mają. Zresztą, wycieczki do Wilna owinięte w polskie flagi i rozpamiętujące przeszłość polską w Wilnie to standard. A teraz wyobraźmy sobie, że grupa Niemców owija się flagami, śpiewa pieśni niemieckie i z tęsknotą wspomina swoje miasto. Skandal jak nic, już widzę pierwsze strony dzienników (i nagłówki na onecie). A jedni, jak i drudzy, i tak urodzili się poza Gdańskiem czy Wilnem, a tęsknota pozostaje.
I na koniec moich gorzkich żali, filmik, który ma promować inwestowanie w Polsce. "Efektywność pracy w Polsce rośnie szybciej, niż płace, w wyniku czego koszta pracy są jednymi z najniższych w Europie". Naprawdę takiej wolności chcieliśmy...?
Źródło: KLIK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz