piątek, 19 czerwca 2015

Żony poetów szorują pegazy w baliach za pomocą szczotek ryżowych...

... a natenczas Artysta Tworzy. Pisanie i twórczość to męska rzecz. Kto mi nie wierzy, tego odsyłam do koncepcji Harolda Blooma i jego trafnego skądinąd opisu lęku przed wpływem i patriarchalnej struktury literatury zachodniej, ojciec i syn, prekursor i następca, wpływ poetycki jako relacja synowska. A gdzie w tym wszystkim kobiety autorki? W kuchni, rzecz jasna, albo w łaźni, szorują pegaza szczotą ryżową, na chwałę talentu Mistrza. Bo pióro jest metaforycznym penisem, jak twierdzą Sandra Gilbert i Susan Gubar w "The Madwoman in the Attic. The Woman Writer and the Nineteenth-Century Literary Imagination". A prawdziwego macho w dyskusji można poznać po tym, że wyciąga fallusa i twierdzi. Nie wiem, kto jest autorem tego ostatniego, ale ja to usłyszałam od prof. K., naszego instytutowego szefa. Jeśli ktoś mi teraz zarzuci, że pióro nie ma żadnego związku z penisem, a nikt dobrze wychowany nie wyciąga fallusa jako dowodu rzeczowego w dyskusji, tego odsyłam do pojęcia "metaforyczności". To chyba najczęstszy problem z rozumieniem Freuda zresztą, że wszystko traktuje się dosłownie, a cała psychoanaliza jest metaforyczna. No, ale ja nie o tym chciałam. I nie popisuję się zaraz na wstępie moim zapleczem lekturowym li tylko po to, żeby Czytelnikom zaimponować (choć także, a co!). Chciałam podzielić się moją niepomierną irytacją, która narasta za każdym razem, kiedy Program Trzeci Polskiego Radia puszcza piosenkę niejakiego Kuby Badacha. Która na wielu poziomach doprowadza mnie do pasji. Piosenka nosi tytuł "Będziesz moją muzą" i drażni mnie w niej wszystko. Melodia, rytm, głos Kuby Badacha. Ale najbardziej drażni mnie tekst, bo na teksty jestem najwrażliwsza (skrzywienie zawodowe). W ogóle mam problem z polską muzyką, bo jest w niej tak mało dobrych tekstów (chlubne wyjątki to np. Lao Che, Maria Peszek, Kasia Nosowska...), że po prostu nie da się jej słuchać. Nie wiem, jak autorzy tych tekstów mają czelność brać pieniądze za tak marne, a do tego poronione płody swojej Muzy. No ale biorą, a polska piosenka kwitnie. Co roku. W Opolu, a potem w Sopocie. Polska piosenka festiwalowa jest, według mnie, dowodem na to, że Bóg Polaków jednak nie kocha i skazuje nas na wyrafinowane tortury. Jego kolejną zemstą na uzurpacjach Polaków jest piosenka Kuby Badacha. Przytoczę tekst w całości:

Niebanalny los chyba jest pisany nam
Ktoś dyktuje go, a ja zapisuję sam
Jeśli chciałabyś odrobinę pomóc mi
Musisz zmienić kurs i pozostać tu na kolejnych kilka dni


Słowem potrafię przenosić góry
Bądź muzą mojej literatury
Co ja wypowiem będziesz notować
W książki układać i ilustrować


Co podważysz ty, skoryguję znowu ja
I nie będę zły, że to bardzo długo trwa
Gramatyczny błąd nie przekreśli wcale nas
To stabilny ląd, nie uciekaj stąd, spróbujemy jeszcze raz


Słowem potrafię przenosić góry
Bądź muzą mojej literatury
Co ja wypowiem będziesz notować
W książki układać i ilustrować
/2x


Zacznijmy od tego "niebanalnego losu", który jest pisany podmiotowi lirycznemu (który jest Twórcą), oraz bezimiennej, acz piśmiennej adresatce utworu, która ma robić za korektorkę, edytorkę, ilustratorkę i muzę. Jeśli ktoś uważa, że Wielki Artysta oraz jego muza-żona, ogarniająca mu całą rzeczywistość, przepisująca rękopisy i załatwiająca wydania, wznowienia i wieczorki poetyckie to taki "niebanalny los", ten mało wie o historii literatury. Dalej - ktoś, kto twierdzi, że "słowem potrafi przenosić góry", powinien wysilić się na lepsze rymy, niż "nam - sam", "mi - dni", "góry - literatury" i hit nad hitami, najpłytszy z rymów gramatycznych, czyli rymowanie bezokoliczników, "notować - ilustrować". Łaaaaał, władca słowa, klękajcie narody, oto nowy Tuwim naszej ery. Furda Tuwim, nowy Miłosz z Szymborską pożenion! I na co ci jej pomoc, drogi podmiocie liryczny, kiedy "co ona podważy, ty będziesz korygować". No jasne, przecież ty wiesz lepiej. I cała ta zabawa w jej korekty jest właściwie po to, żeby jej wykazać, jaki jesteś genialny, a jaka ona niegenialna. I jeszcze dobrotliwy, nie będzie się gniewał, że te korekty tyle trwają. No bo ona tak wolno myśli i taka w ogóle jest zawalata. Ale urocza i rymy gramatyczne jej imponują. Mało jest piśmiennych kobiet, którym takie rymy mogłyby imponować, więc lepiej się jej trzymać i nie złościć, bo drugiej takiej próżno szukać. No i jeszcze - "co ja wypowiem, będziesz notować". Macho wyciąga fallusa i twierdzi. A ty, niewiasto, słuchaj, milcz i zapisuj, kiedy tryska na ciebie ta krynica mądrości i poetyckiego wyrafinowania. Zresztą, Żezu Krist, co to za pomysł na podryw? Ej, mała, umiem rymować ze sobą bezokoliczniki, więc bądź muzą mojej literatury, ja będę mówić, a ty będziesz to spisywać, potem ja cię będę poprawiać i dobrotliwie zgodzę się na twoją ociężałość i powolność. No już lecę.

W podejściu Wielkich Twórców do kobiet można wyróżnić dwie zasadnicze drogi: ja jestem geniuszem, ty jesteś tylko kobietą, ale udzielam ci łaski pomocy mi oraz ja jestem geniuszem, a ty jesteś moją muzą, moją panią, moją Marylą Wereszczakówną. Więc najlepiej, żebyś była cudzą żoną, bo własną żonę można zobaczyć rozczochraną z rana w pieleszach, a pielesze i rozczochranie niedobrze robią muzie na natychanie Mistrza. A że każdy twórca z fallusem to Wielki Twórca, to Program Trzeci Polskiego Radia katuje nas tą fatalną piosenką. Bo każdy nastoletni poeta, który napisał trzy wiersze, z czego jeden o seksie (z pozycji teoretyka), drugi o wódce (ma za sobą pierwszy kieliszek, niezbyt mu smakowało, ale poecie wypada), a trzeci o samobójstwie w tonacji symboliczno-młodopolskiej, lubi sobie wyobrażać koleżankę z klasy w roli swojej, podrzędnej z natury, muzy. Litości.

6 komentarzy:

  1. Autorem jest sam K. PS. I teraz musze wysłuchac Badacha, fuck.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nawet linkiem się podzielę: https://www.youtube.com/watch?v=QJpFXb6Uzao. Podejrzewałam autorstwo samego prof. K. Taki bon mocik do niego pasuje :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. A gdyby tak Państwo najpierw sprawdzili kto napisał ów tekst zanim zaczniecie wieszać psy na facecie, śpiewającym w swej karierze całkiem zacne słowa na tle wielu innych wykonawców, którzy propagują prawdziwą grafomanię. Tekst utworu, autorstwa MICHAŁA ZABŁOCKIEGO (czym byłem niezwykle zaskoczony, ale taka jest prawda - ustalenie tego faktu zajęło mi niespełna dwie minuty) faktycznie jest w moim odczuciu co najmniej nieudany (wyłącznie przez sympatię do autora używam tego określenia). Wyobrażam sobie, że było to tak: "- Kuba, a nie pomógłbyś nam trochę? Wiesz, wydajemy płytę i gdybyś zaśpiewał jeden utwór to bylaby dla nas duża pomoc w promocji. - A co to za utwór? - Fajny, Michał Zabłocki pisze tekst... Zobaczysz, spodoba Ci się..." I kiedy panowie spotkali się na nagraniu (cały czas jest to moja niczym, poza doświadczeniem, nie poparta hipoteza badawcza, czy raczej, w tym wypadku, badachcza), wynajęte studio za ostatnie pieniądze muzyków (są w trakcie nagrania płyty, a to muzykom drenuje kieszenie do cna), to miał powiedzieć: "- Nie no co Wy! Nie zaśpiewam tego!"? Różne są sytuacje... Zgadzam się, że to nie jest utwór, którego da się, w moim odczuciu, słuchać dla przyjemności, ale nie chciałbym mieć poczucia, że Kuba - bardzo dobrej natury człowiek - postanowił komuś pomóc i spotyka go z tego powodu jakiś skrajnie nieadekwatny hejtyzm. To jest utwór, pod ktorym podpisuje się zespół Kreszendo i jako piosenkę owego zespołu proponuję go traktować. PS. Autorko bloga - masz mistrzowski styl. Dobrą chwilę zajęło mi pozbieranie szczęki z podłogi i opanowanie zawiści... ;) Pozdrawiam. Też Jakub.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za komplement bardzo dziękuję i jestem zaskoczona, że na mojego bloga trafił ktoś, kogo osobiście nie znam "z reala" :) Mam nadzieję, że zostanie Pan na dłużej. Cóż, na obronę mojego hejtyzmu mam nazwę mojego bloga ;) I chcę wierzyć, że z tą piosenką jest tak, jak Pan pisze, że Badach z dobroci serca chciał pomóc i choć zdaje sobie sprawę, że to straszna kicha, to jakoś tak nie mógł nie zaśpiewać - niemniej jednak jest potwornie słaba i do promowania zespołu Kreszendo przy udziale Kuby Badacha trzeba było wybrać coś innego... Chyba, że to było najlepsze, co nagrali. Wtedy rzeczywiście przykro się robi... Zwłaszcza słuchaczom Trójki :) A że w polskiej piosence jest dramat, zwłaszcza pod względem tekstowym, to fakt i piosenka ta nie wyróżnia się szczególnie na tym tle. Od potwornie słabych piosenek popowych różni się jednak manierą: to jest grafomania "z poetyckim polotem". Ale to może mnie głównie przeszkadza, bo nie jestem "typową polonistką" i jak słyszę "Bieszczadzkie anioły" albo inne hity PRL-owskich akademików na gitarę akustyczną i pół litra na ciepło, to chcę mordować ze szczególnym okrucieństwem...

      Usuń
  3. Po kolejnym mimowolnym wysłuchaniu tego kretynizmu na antenie Trójki chciałam coś na ten temat napisać, ale Pani dokładnie wyraziła moje uczucia. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie! Przy okazji nieśmiało zapraszam na mój leżący odłogiem blog:
    http://drzewoananasowe.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń